Sytuacja w handlu - Złoty środek na kryzys?

OPINIA W mediach otrąbiono właśnie złoty środek na poprawę sytuacji ekonomicznej. „Kupuj nasze” brzmi w skrócie rewolucyjne hasło. Co do części pierwszej, czyli zalecenia „kupuj” wątpliwości nie mam żadnych. Trudniej bezkrytycznie zaakceptować drugi człon zawołania.

Słowa kluczowe: Sytuacja w handlu

Trudna sytuacja gospodarcza, z jaką mamy do czynienia od jakiegoś czasu doprowadziła do zjawiska unikalnego. W kraju nad Wisłą dało się wypracować opinię nie budzącą dyskusji. Co by nie mówić, zgodność nie jest raczej naszą cechą narodową. Wręcz odwrotnie pośród mniej lub bardziej nas miłujących braci Europejczyków całkiem zasłużenie wyrobiliśmy sobie opinię pieniaczy i dyskutantów, wiodących niekończące się spory na dowolny temat. Tymczasem, w obliczu targającego światem, wszechogarniającego kryzysu potrafiliśmy się zjednoczyć i zgodnym głosem objawić, że… jest źle i może być jeszcze gorzej! W ten sposób, w myśl zasady o zgodzie, co buduje, postawiliśmy tak zwany „solidny fundament”. Wygląda jednak na to, że już wypracowanie narodowej strategii walki z kryzysem jest niestety ponad nasze siły. Z przykrością muszę przyznać, że nawet mnie to specjalnie nie dziwi. To w końcu taka nasza narodowa tradycja. Niezmiennie jednak wprawia mnie w osłupienie łatwość, z jaką ulegamy demagogii i to nawet tej w najczystszej postaci. Sięgnę tu po przykład dość stary, ale właśnie świeżutko odgrzany. W mediach otrąbiono właśnie złoty środek na poprawę sytuacji ekonomicznej. „Kupuj nasze” brzmi w skrócie rewolucyjne hasło. Co do części pierwszej, czyli zalecenia „kupuj” wątpliwości nie mam żadnych. Dodałbym nawet kilka solidnych wykrzykników. Popyt wewnętrzny to ogromna siła, która może obronić nas przed całkowitą zapaścią. Trudniej bezkrytycznie zaakceptować drugi człon zawołania. Pominę tu warstwę ideologiczną zagadnienia. Jakkolwiek warto chyba przypomnieć, że jeszcze kilkanaście dni temu przedstawiciele naszego Narodu toczyli na różnych forach zaciekły bój przeciwko protekcjonizmowi w jakiejkolwiek postaci. Kiedy Francuzi zapragnęli wspierać francuskich producentów samochodów, to w imię europejskiej solidarności, Unia musiała usłyszeć nasze pryncypialne NIE! No, ale kiedy chcemy NASZE pieniążki przeznaczać na zakup NASZYCH towarów w NASZYCH sklepach, to już zupełnie inna historia. Wiadomo przecież, że co innego, gdy „Kali ukraść krowę”, a co innego, gdy „ktoś ukraść krowę Kalemu”. Spuśćmy jednak zasłonę milczenia na spór ideologiczny i zajmijmy się stroną czysto praktyczną. Niewyjaśniona jest bowiem kwestia, jak rozpoznać „nasze” i jak odróżnić od „nienaszego”. Konia z rzędem temu, kto rozstrzygnie, czy kupując samochód tradycyjnie niemieckiej marki, wyprodukowany w należącej do amerykańskiego koncernu fabryce zlokalizowanej na Śląsku wspieramy gospodarkę znad Wisły, Renu czy Potomaku. Słowem, czy „kupujemy nasze”? Możecie uznać, że przykład jest tendencyjny, gdyż nadmiernie skomplikowany. Dobrze więc! Zmierzmy się zatem z produktem prostszym (pozornie). Wśród laureatów „detalowego” konkursu na Towar Roku znalazła się pewna woda. Woda niegazowana, naturalna, zwykła, ale czy „nasza”??? Wbrew pozorom moje wątpliwości nie dotyczą uwidocznionego na etykiecie gościa z bokobrodami i przy orderach, który „nasz” jako żywo raczej nie jest. To tylko „chwit mrkietingowi”, jak mawia pewien „chińczyk” w kabarecie. Już sama woda budzi pewne wątpliwości. Niby polska woda z polskich gór, ale jeśli ujęcie sięga głębiej, do pokładów, co to mają kilkaset lat… W takim wypadku to wzmiankowana woda może być też trochę czeska, trochę austriacka, a nawet i niemiecka (i to po parę razy). Dobra! Aby nie zaciemniać obrazu, możemy odrzucić te dywagacje historyczno-geograficzne i skupić się na dniu dzisiejszym. Zawartość jest „nasza”, a opakowanie? Hmmm…!!! Trudna sprawa. Akurat w tym przypadku kwestii butelki bagatelizować nie można. Ci bardziej obyci z tematem wiedzą, że w produkcji wody udział kosztów opakowania w ostatecznej cenie wyrobu jest niebagatelny. Nie wyczytacie z etykiety, kto i gdzie zarabia na plastikowej wydmuszce. A to jeszcze nie koniec łańcucha. Jeszcze kto inny i jeszcze pewnie gdzie indziej wyprodukował granulat, papier czy farbę do druku etykiet. Pozostaje też pytanie, kto i w jakim stopniu jest właścicielem tego całego „zamieszania”? Kto inwestuje, pokrywa koszty i czerpie zyski. Świat jest bardziej pokręcony niż nam się na pozór wydaje. Nie ma prostych odpowiedzi na najprostsze nawet pytania. Czy tego chcemy, czy nie, stworzyliśmy wielką globalną sieć niewidzialnych uzależnień i wszystko wokół jest „nasze” w takim samym stopniu, jak i „nienasze”. Nie jest to wbrew pozorom doświadczenie jedynie ostatnich czasów. „Kupuj nasze” wymyślono już prawie 100 lat temu, kiedy polski rząd próbował walczyć ze skutkami światowej recesji w latach 30. ubiegłego wieku. Wtedy, prócz quasi patriotycznej propagandy, sięgnięto po rozwiązania ustawowe. Mimo wprowadzenia zaporowych ceł, racjonowania dewiz i innych podobnych instrumentów, Polska nie okazał się wyizolowaną wyspą szczęśliwości. Wręcz odwrotnie, popadliśmy w jeszcze większe tarapaty. Choć historia uczy, że jeszcze nigdy nikogo niczego nie nauczyła, to może jednak warto wyciągnąć wnioski i pozostać jedynie przy pierwszej części hasła: KUPUJ!!! KUPUJ!!! KUPUJ!!!

Roger

data dodania: 12.08.2010
do druku | wyślij znajomemu

Zobacz pozostałe artykuły


Nowe żółte Frugo Nowe żółte Frugo

W tym tygodniu w sklepach pojawi się żółte papajowe Frugo

>>
Nowe fixy Knorr Nowe fixy Knorr

Nowe Fixy Knorr to Chrupery z kurczaka z dipem serowym lub Chrupery z kurczaka z dipem BBQ

>>
Energetyczna edukacja Haribo Energetyczna edukacja Haribo

Rusza kolejna edycja ogólnopolskiego programu społeczno-edukacyjnego dla szkół i przedszkoli. Tym razem Akademia Misia Haribo otwiera się na ekologię i uczy dzieci, jak oszczędzać energię

>>

Komentarze

Dodaj nowy komentarz