OPINIA Może się tak zdarzyć, że problemem będzie nie konsument i jego zasobność, ale dostępność towarów. Przed nami okres wzmożonych zakupów i budowania zapasu na jesienno-świąteczne żniwa, a wiele firm handlowych nie ma dostępu do finansowania tych zakupów.
Okres słonecznych kąpieli, skąpej mody i wszechogarniającego lenistwa to nie jest dobry czas na podejmowanie dyskusji na tematy trudne. Biorąc pod uwagę kartki kalendarza i słupek rtęci, łatwiej by mi może było napisać teraz coś o kolejnej, przezabawnej inicjatywie poselskiej. Już sama propozycja obłożenia coli akcyzą wystarczyłaby na kilka felietonów. Pokusa pójścia na łatwiznę była ogromna, a jednak postanowiłem poświęcić tych kilka tysięcy znaków sprawie poważniejszej. Poważniejszej, to zbyt mało powiedziane! Problem ten jest cmentarnie wręcz poważny i zdecydowanie groźniejszy niż najsławniejsza ostatnio grypa. Choć akurat z tą ostatnią łączy go przewidywany termin wybuchu epidemii. Najlepszym dowodem na to, iż zagrożenie należy traktować poważnie jest cisza, jaka wokół tematu panuje. Taka cisza najczęściej zwiastuje jakieś dramatyczne tąpnięcie. Pojawiają się co prawda, tu i ówdzie jakieś krótkie notatki czy kilkuwierszowe artykuliki. Gdzieś, ktoś, coś tam może i powiedział z jakiejś słabo eksponowanej trybunki, ale generalnie raczej… sza! To dość dziwne raczej. Bomba nie dość, że monstrualnych rozmiarów, to na dodatek głośno tyka już od dłuższego czasu. By dojść do meritum, należy przebrnąć przez kilka zdań oczywistych tytułem wprowadzenia. Od lat system naszego (i nie tylko) handlu (i nie tylko) oparty jest na kredycie. Rzecz w znacznym uproszczeniu wygląda mianowicie tak: detalista korzystając z tak zwanego kredytu kupieckiego zaopatruje się u dostawcy na tak zwany odroczony termin płatności. Analogicznie postępuje hurtownik, korzystając z kredytu udzielanego mu przez producenta czy importera. Ci z kolei potrzebne środki pozyskują z banków. Wszystko do tej pory hulało bez problemów. Banki udzielały pożyczek chętnie, a pojawiającą się tu i ówdzie „nadpłynność” przedsiębiorcy przeznaczali na rozwój lub pokrycie strat. Na dodatek by zminimalizować ryzyko, wiele z transakcji było ubezpieczanych przez jeszcze inne instytucje finansowe. Niestety, czas przeszły został tu użyty z cała premedytacją. Finansowe ogniwa łańcucha okazały się najsłabsze i wysoce prawdopodobne jest, że w przededniu handlowych żniw to właśnie bomba ukryta w systemie finansowania może być dla nas najgroźniejsza. Dużo groźniejsza niż zmniejszony popyt ze strony klientów. Może się bowiem tak zdarzyć, że problemem będzie nie konsument i jego zasobność, ale… (o paradoksie!) dostępność towarów. Na pierwsze symptomy kryzysu instytucje finansowe zareagowały całkiem naturalnie, starając się ograniczyć własne ryzyko. Przykręcenie kurka u źródeł zaskutkowało bardziej restrykcyjną postawą na kolejnych piętrach piramidy. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Coraz trudniej przychodzi wszystkim wywiązywać się ze zobowiązań w wyznaczonych terminach. Powstają „zatory płatnicze”, a to (jakże by inaczej) powoduje rosnące wymagania po stronie walczących o przeżycie banków. Koło się zamknęło, a teraz już tylko się zaciska jak pętla na szyi skazańca. Tej wielkiej, ziejącej rany nie zalepimy żadnym plasterkiem. Tym bardziej, że większość z nas już te „plastry” zużyła. Dramatyczne cięcie kosztów i wyprzedaż zapasów mamy już za sobą. Przed nami natomiast okres wzmożonych zakupów i budowania zapasu na jesienno-świąteczne żniwa. Nie da się tego zrobić bez zwiększonych limitów! Żadną tajemnicą nie jest, że aby cały układ funkcjonował bez zbędnych zgrzytów, potrzebna jest na wszystkich etapach i we wszystkich elementach równowaga biznesowo-finansowa. Na mój gust, nie ma powodów do obaw o naszą, handlową stronę układu. Zarówno w detalu, jak i w hurcie od dłuższego już czasu jest pełna świadomość, że opłacalności jakiejkolwiek działalności gospodarczej nie można mierzyć czystym wynikiem zysków i start. Coraz częściej, nawet ci najmniejsi, dostrzegają wartość tak zwanych „przepływów”. Dziś już nie jest niespodzianką, że nawet generującą zyski firmę może obalić dziura w kapitale obrotowym, a dobry Finansowy jest czasem w firmie handlowej ważniejszy niż biznesowy wódz-wizjoner. Takiej samej (czy też może odwrotnej) równowagi brak po stronie przedstawicieli świata finansów. Zrozumienie nawet prostych procesów zachodzących w handlu jest tam znikome. Wszystko i wszystkich wkłada się do jednego worka, a za ostateczną ocenę ryzyka odpowiada wysoce skomplikowany, bezduszny algorytm, wydający swą nieodwołalną decyzję z perspektywy jakiejś farmy serwerowej oddalonej o tysiące kilometrów. Rola człowieka z jego „czuciem” biznesu jest sprowadzona do poziomu asysty dla zaawansowanej technologii. Pozostaje nam jedynie udowodnianie swoich racji w negocjacjach z „elektroniczną inteligencją”. Gadać z komputerem o specyfice branży czy rynku można z równym skutkiem, jakiego doświadczył dziad, gawędząc z obrazem. W tej sytuacji nie będzie tym razem optymistycznego zakończenia, za co wobec wakacyjnego czasu serdecznie przepraszam. Chociaż… Jest jedna nadzieja. W Naszym Kraju nadal żyją i wciąż działają ludzie, którzy 20 lat temu tworzyli gospodarkę kapitalistyczną, nie mając… kapitału. Może trzeba będzie to powtórzyć!
Roger
Nowe fixy KnorrNowe Fixy Knorr to Chrupery z kurczaka z dipem serowym lub Chrupery z kurczaka z dipem BBQ
>>
Energetyczna edukacja HariboRusza kolejna edycja ogólnopolskiego programu społeczno-edukacyjnego dla szkół i przedszkoli. Tym razem Akademia Misia Haribo otwiera się na ekologię i uczy dzieci, jak oszczędzać energię
>>
Komentarze
Dodaj nowy komentarz