Sytuacja w handlu - Optymizm wróci w 2011 roku

Sytuacja w handlu - Optymizm wróci w 2011 roku

INWESTYCJE Takiego boomu, jak przed kryzysem nie należy się już jednak spodziewać – prognozował podczas konferencji „Retail Vision”, której jednym z patronów medialnych był „Detal Dzisiaj” - Richard Lloyd-Owen, szef nieruchomości handlowych na Europę, Bliski Wschód i Afrykę w firmie Deloitte.

Symptomy spowolnienia gospodarczego w Polsce są coraz bardziej widoczne. Gospodarka rozwija się wolniej, wzrasta bezrobocie i niepewność jutra, a uzyskanie kredytu zarówno przez firmy, jak i zwykłych obywateli stało się dużym wyzwaniem. Mimo to parkingi przy centrach handlowych wciąż są pełne.

Każdego dnia bombardowani jesteśmy informacjami o pogarszającej się sytuacji ekonomicznej w kraju i na świecie. Wedle najnowszych prognoz Banku Światowego globalna gospodarka skurczy się w tym roku o 1,7 procenta. Polska na tym tle wypada co prawda przyzwoicie, jednak wzrost PKB na poziomie około 0,5 proc. wielkiego wrażenia robić nie może (prognozy rządowe są trochę bardziej optymistyczne). Sytuacja na rynku odbija się na nastrojach konsumentów - a te są coraz gorsze. – Wyniki sprzedaży zależą od wielu aspektów. Chodzi między innymi o poziom inflacji, tempo rozwoju gospodarczego, politykę sieci handlowych czy kursy walut. Optymizm wróci na rynek zapewne dopiero w 2011 lub nawet 2012 r. Takiego boomu jak przed kryzysem nie należy się już jednak spodziewać – prognozował podczas konferencji „Retail Vision” Richard Lloyd-Owen, szef nieruchomości handlowych na Europę, Bliski Wschód i Afrykę w firmie Deloitte. W tym roku na rozwiniętych rynkach Europy Zachodniej sprzedaż ma spaść o 4 proc. - najbardziej w Hiszpanii i Anglii. W Europie Środkowej i Wschodniej będzie stabilna. Polska może liczyć na 2-procentowy wzrost sprzedaży. – W naszych centrach handlowych w Polsce wciąż notujemy wzrost sprzedaży. Widzimy już jednak pewne niepokojące sygnały. Nawet w dużych ośrodkach miejskich daje się odczuć, że klienci tną część wydatków. Chodzi zwłaszcza o duże zakupy, na przykład samochodów, sprzętu AGD czy RTV. Jedzenie, napoje i odzież ciągle sprzedają się jednak dobrze – wyjaśnia Rafał Twarowski, dyrektor zarządzający ECE Projektmanagement Polska. W dobie kryzysu klienci faktycznie zmieniają niektóre swoje przyzwyczajenia, pojawiają się nowe priorytety. Pokazują to choćby dane ze Stanów Zjednoczonych. – Najważniejsza staje się trwałość i wysoka jakość kupowanych produktów. Klienci zdecydowanie bardziej skłonni są także do wyrzeczeń i rezygnują z niektórych zakupów. Co ciekawe, wszystko starają się kupować za gotówkę, tylko w ostateczności sięgając po kartę kredytową czy pożyczkę – opowiada Przemysław Dwojak, dyrektor działu geomarketingu badania rynku i doradztwa w GfK Polonia.

Czy w Polsce będzie podobnie, przekonamy się za mniej więcej pół roku. Wtedy kryzys może osiągnąć w naszym kraju swoje apogeum. Należy jednak pamiętać, że konsumenci różnią się od siebie „geograficznie”, mają inne przyzwyczajenia i - co być może najważniejsze – inną siłę nabywczą. Przeciętny Europejczyk może wydać na zakupy około 11 000 euro rocznie. Niemiec czy Francuz dysponuje kwotą o 50 proc. wyższą. Z kolei statystyczny Polak może sobie pozwolić na wydatki jedynie na poziomie około 4800 euro. Zdaniem ekspertów niektóre trendy będą jednak uniwersalne. Chodzi tu m.in. o polaryzację rynku. W trudnych czasach na znaczeniu zyskują z jednej strony tanie sklepy dyskontowe, a z drugiej firmy sprzedające luksusowe, dobre jakościowo produkty. Powszechne jest także zjawisko rosnącego udziału w sprzedaży marek własnych, a także wchodzenia sieci spożywczych w handel produktami typu non food.

Spowolnienie gospodarcze przyniesie jeszcze jeden efekt. Zrewidowaniu ulegnie wiele planów budowy nowych centrów handlowych, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. – Jest mało nowych projektów. Firmy budowlane czekają z rozpoczęciem prac, nawet tych, które były już zakontraktowane – mówi Grzegorz Czaus, partner ze studia architektonicznego Ozone. – Rynek zweryfikował wiele projektów, które po prostu nie powstaną. Budowanie kilku centrów handlowych w mniejszych miejscowościach nie ma racji bytu, a duże miasta są już w znacznym stopniu nasycone – dodaje Marek Cichocki, partner w BN Concept. Problemem są oczywiście pieniądze, a w zasadzie ich brak. Przy ograniczonych środkach pieniężnych banki muszą wybierać, które projekty dostaną wsparcie finansowe. Na kredyt mogą liczyć jedynie nieliczni. – Banki wciąż pożyczają pieniądze, ale uzyskanie kredytu stało się znacznie trudniejsze. Wcześniej banki prowadziły agresywną politykę kredytową, teraz działają chyba zbyt konserwatywnie – uważa Maciej Tuszyński, dyrektor generalny Westdeutsche ImmobilienBank. Dodaje, że z pewnością łatwiej jest uzyskać pożyczkę na akwizycję czy refinansowanie już istniejących centrów handlowych, niż na nowe projekty deweloperskie. Paradoksalnie inwestorzy w Polsce mogą dzięki temu uniknąć błędów, które są widoczne na zachodzie Europy, np. w Anglii. Tam ilość powierzchni handlowych już dawno przekroczyła realne zapotrzebowanie na nie.

Łukasz Izakowski

data dodania: 16.09.2010
do druku | wyślij znajomemu

Zobacz pozostałe artykuły


Nowe żółte Frugo Nowe żółte Frugo

W tym tygodniu w sklepach pojawi się żółte papajowe Frugo

>>
Nowe fixy Knorr Nowe fixy Knorr

Nowe Fixy Knorr to Chrupery z kurczaka z dipem serowym lub Chrupery z kurczaka z dipem BBQ

>>
Energetyczna edukacja Haribo Energetyczna edukacja Haribo

Rusza kolejna edycja ogólnopolskiego programu społeczno-edukacyjnego dla szkół i przedszkoli. Tym razem Akademia Misia Haribo otwiera się na ekologię i uczy dzieci, jak oszczędzać energię

>>

Komentarze

Dodaj nowy komentarz