Sytuacja w handlu - A niech o nas zapomną!

OPINIA Jeśli nie stać nas na ROZSĄDNĄ politykę wobec handlu, to już lepiej nie mieć jej wcale. Pozostaje się jedynie modlić, by wybrańcy Narodu o handlu zapomnieli!

Słowa kluczowe: Sytuacja w handlu

Szanowny Kolega, Redaktor Naczelny poświecił wstępniaka, w jednym z ostatnich numerów, stosunkowi polityków, kandydatów na Prezydenta Najjaśniejszej, do kwestii handlu. Co do istoty sprawy, pewnie byśmy, z Kolegą Naczelnym, szybko osiągnęli porozumienie. Handel w Naszym Kraju jest odpowiedzialny za jakieś 20 proc. PKB oraz nie mniej niż 15 proc. rynku pracy. To spory kawałek gospodarki narodowej i chciałoby się żyć w kraju, którego rząd prowadzi rozsądną politykę wobec tej dziedziny życia gospodarczego. W tym miejscu jednak nasze (mojego Szefa i moje) poglądy się rozchodzą. Z tekstu Naczelnego wyziera tęsknota za polityką choćby nawet JAKĄKOLWIEK, ja natomiast jestem zdania, że jeśli nie stać nas na ROZSĄDNĄ, to już lepiej nie mieć jej wcale. Wielokrotnie już dawałem wyraz swoim przekonaniom w tym zakresie, lecz powtórzę credo raz jeszcze. Nasi współobywatele, indagowani na okoliczność rocznicowych podsumowań, jako największe osiągnięcie odrodzonej Ojczyzny uznali pełne półki w sklepach. Niemal od samego początku aktywnie uczestniczyłem w tworzeniu tej powszechnej szczęśliwości konsumenckiej i wiem, bom doświadczył, że nie byłoby tych towarów, tych półek i tych sklepów, gdyby nie… brak polityki państwa w tym zakresie. Kreślę tu świadomie obraz czarno-biały, gdyż każdy, kto bliżej tematu wie, że tylko początki były nieskrępowane. Później ingerencja się pojawiła i stopniowo zaciskała kajdanki systemu pozwoleń, licencji, zakazów i nakazów. Per saldo jednak należy uznać, że handel oczkiem w głowie naszych polityków (i to bez względów na zabarwienie poglądów i przynależność partyjną) nigdy nie był. No i chwała Najwyższemu! Dzięki temu sklepy mamy na poziomie europejskim i to zarówno co do ilości, jak i jakości. W tej dziedzinie wstydzić się nie mamy czego. Mało tego! Są powody nawet i do pewnej dumy. No, a weźmy choćby takie drogi i autostrady. Tym się zajmowały wszystkie kolejne rządy, specjalni ministrowie, pełnomocnicy, wice i premierzy. No i co? Mamy pełne szafy ustaw, programów, zarządzeń, badań, analiz i projektów, tylko… dróg jak nie było, tak nie ma (a jeśli już, to w ilościach homeopatycznych). I jak tu sobie poradzić w konkurencyjnej rzeczywistości gospodarczej? Jak ma walczyć polski przedsiębiorca, gdy każde nasze 100 km jest (wbrew fizyce i wzorcom z Sevres) jest jakieś dwa razy dłuższe (i droższe) niż 100 km niemieckie, francuskie czy słowackie nawet. Nie jestem ekstremistycznym zwolennikiem ograniczenia roli państwa w gospodarce i sam tęsknię do rozsądnych regulacji. Niestety, obserwacje życia gospodarczego w ostatnim 20-leciu nie napawają mnie optymizmem, zwłaszcza w kontekście rozsądku i profesjonalizmu politycznych decydentów. Jeden z moich znajomych, nauczyciel akademicki z tytułem profesorskim, wywodzi przyczyny tej ułomności z praw rządzących selekcją. Nie podejmuję się tu przytoczyć dowodu w całości, gdyż jest to temat na sporą naukową dysertację. Jej podstawy jednak opierają się na twardych faktach, podstawowym zrozumieniu „piramidy” ludzkich potrzeb i nieubłaganych prawach logiki i statystyki. Fakty są następujące: minister-polityk w naszym Kraju ma pensję niższą niż dyrektor hipermarketu. Jego wice, teoretycznie przynajmniej, fachowiec zarobki ma jeszcze niższe. Zapytajcie doświadczonych HR-owców, czy udaje im się znaleźć lepszych ludzi, oferując im gorszą pensję. Odpowiedzą, że się im udaje, lecz… niezwykle rzadko. Tym bardziej, że pozostałe warunki też niezbyt przekonujące. Dodatkowych benefitów właściwie brak, bezpieczeństwo zatrudnienia żadne, ścieżka kariery mocno ograniczona. Jeśli więc postawimy sobie zadanie, żeby znaleźć inteligentnego menedżera, fachowca, z dużym doświadczeniem i wiedzą, otwartym umysłem, skorego do wykorzystywania dobrych rad, który na dodatek będzie idealistą, przedkładającym pracę dla dobra narodu nad własne korzyści materialne i potrzebę bezpieczeństwa, to liczba spełniających kryteria nie będzie szokująco wielka. Jeśli to HR-owskie „rzadko” sprowadzimy do cyfr, to się okazać może, że kombinacja dobry fachowiec–idealista występuje w życiu nie częściej niż raz na 10 przypadków. Mamy więc jakieś 10 proc. szans, że przepisy regulujące handel będą tworzone przez doświadczonych profesjonalistów o czystych intencjach. Niestety, to nie koniec naszej negatywnej selekcji. Są w naszym Kraju sprawy ważniejsze i trudniejsze niż sprzedaż marchewki, komody czy podkoszulka. Bezpieczeństwo narodowe, służba zdrowia, szkolnictwo, system emerytalny itp. Chcę i muszę wierzyć, że premier skieruje te 10 proc. fachowców, prymusów do rozwiązywania najważniejszych problemów kraju. Dla potrzeb regulacji życia handlowego pozostanie więc grupa sfrustrowanych urzędników, nie najwyższych lotów pod przewodnictwem, owładniętych fetyszem władzy, polityków czwartego szeregu. Spod ich rąk nie wyjdzie, bo nie może wyjść żadna potrzebna, nowoczesna i rozsądna regulacja. Raczej spodziewałbym się kolejnego legislacyjnego bubla, mutanta, który niczego nie poprawi. W tej sytuacji pozostaje się jedynie modlić, by wybrańcy Narodu o handlu zapomnieli! Bowiem, jak mawiał Pan Jan Kobuszewski w kabarecie Dudek: „praw fizyki Pan nie zmienisz i nie bądź Pan głąb”.

Roger


data dodania: 12.08.2010
do druku | wyślij znajomemu

Zobacz pozostałe artykuły


Nowe żółte Frugo Nowe żółte Frugo

W tym tygodniu w sklepach pojawi się żółte papajowe Frugo

>>
Nowe fixy Knorr Nowe fixy Knorr

Nowe Fixy Knorr to Chrupery z kurczaka z dipem serowym lub Chrupery z kurczaka z dipem BBQ

>>
Energetyczna edukacja Haribo Energetyczna edukacja Haribo

Rusza kolejna edycja ogólnopolskiego programu społeczno-edukacyjnego dla szkół i przedszkoli. Tym razem Akademia Misia Haribo otwiera się na ekologię i uczy dzieci, jak oszczędzać energię

>>

Komentarze

Dodaj nowy komentarz