
SANDOMIERSKI OGRODNICZY RYNEK HURTOWY Nasza działalność opiera się na trzech podstawowych filarach: administrujemy placem targowym położonym na terenie SORH, prowadzimy działalność handlową w sektorze świeżych owoców i warzyw, a także zajmujemy się produkcją i sprzedażą opakowań kartonowych i PCV na produkty ogrodnicze.Łączne przychody z tego tytuły sięgają około 15 mln zł netto rocznie - mówi Janusz Stasiak, prezes Sandomierskiego Ogrodniczego Rynku Hurtowego.
Sytuacja w handlu
- Podstawową działalnością większości rynków hurtowych jest zarządzanie i prowadzenie placu targowego, na którym dokonywany jest obrót produktami rolno-spożywczymi, oraz wynajem i dzierżawa powierzchni handlowych i magazynowych. Państwo wybraliście trochę inną drogę.
- To prawda. Typowa działalność rynków hurtowych, zarówno w Polsce, jak i za granicą, sprowadza się do funkcji administracyjnych. Najpierw, głównie za publiczne pieniądze, buduje się i uzbraja odpowiednią infrastrukturę, czyli hale i miejsca targowe, a potem czerpie zyski z ich wynajmu i dzierżawy. Opłaty za wjazd na nasz rynek kształtują się, w zależności od rodzaju i wielkości sprzedaży, od kilku do kilkudziesięciu złotych dziennie. 80 procent zysków z tego tytułu trafia do kasy gminy, dla nas w postaci prowizji zostaje 20 procent. Rocznie zarabiamy na tym około 1,5 mln zł, co stanowi jedynie około 10 procent naszych przychodów netto (w tym roku spółka zakłada przychody na poziomie 15 mln zł netto, a zysk końcowy ma wynieść 300 000 zł – przyp. red.). Pozostałe 90 procent pochodzi z działalności produkcyjno-handlowej.
- Skąd pomył na prowadzenie tego rodzaju działalności? Handel, w dodatku głównie na eksport, wiąże się ze sporym ryzykiem.
- Klasyczny rynek hurtowy, żeby przynosić odpowiednie zyski, musi mieć dobrze rozwiniętą infrastrukturę i być zlokalizowany w pobliżu dużej aglomeracji miejskiej, czyli potencjalnych klientów. Sandomierz to małe miasteczko, liczące około 25 000 mieszkańców. Dlatego musieliśmy poszukać również innych sposobów zarabiania pieniędzy, a zarazem nowych rynków zbytu dla lokalnych sadowników. Naszym największym atutem jest lokalizacja w samym sercu jednego z największych zagłębi produkcyjnych owoców i warzyw w Polsce, a także bliskość rynków zbytu za naszą wschodnią granicą. Rocznie eksportujemy bezpośrednio około 5000 ton owoców i warzyw, przede wszystkim na Ukrainę, Białoruś, Słowację, Rumunię, Mołdawię, Bułgarię, a także pośrednio do Rosji. Pośredniczymy także w handlu między firmami z Polski i zagranicy oraz mamy kilkunastu stałych odbiorców w naszym kraju. Są to głównie hurtownie i dystrybutorzy owoców i warzyw. Łącznie współpracujemy na stałe z około 100 odbiorców w kraju i za granicą. Prowadzenie każdego biznesu wiąże się z pewnym ryzykiem. Trzeba dodatkowo pamiętać, że większościowym udziałowcem w naszej spółce jest Gmina Sandomierz (posiada ponad 77 procent udziałów w kapitale akcyjnym, łącznie spółka ma około 120 udziałowców – przyp. red). Dlatego podejmując wszystkie decyzje - od zaciągnięcia kredytu, po podpisanie umowy z nowym odbiorcą, musimy zachowywać podwójną ostrożność.
- Czy wśród waszych odbiorców są również sieci handlowe działające w Polsce?
- Nieduże sieci handlowe, niezależne sklepy czy właściciele hoteli i punktów gastronomicznych zaopatrują się na prowadzonym przez nas targowisku. Jest tam również kilkanaście stoisk detalicznych skierowanych do zwykłych konsumentów. Na razie nie dostarczamy jednak towaru do dużych sieci handlowych czy hal typu cash&carry. Większość z nich wymaga przedstawienia różnego rodzaju certyfikatów jakości i pochodzenia, a także dostarczenia dużych partii jednorodnego towaru. Obecnie trudno nam spełnić te wymagania. Naszymi dostawcami są przede wszystkim mali (5-10 hektarów), niezrzeszeni w grupy producenckie rolnicy, a sami nie mamy ziemi pod uprawę. Dlatego na razie staramy się zebrać grupę sprawdzonych dostawców, którzy dadzą nam gwarancję dobrej jakości towaru i stałych dostaw. W tym momencie mamy ich około 100.
- Najbardziej konkurencyjne ceny, a zarazem zestandaryzowany produkt, mogą zaoferować grupy producenckie zrzeszające kilku czy kilkunastu rolników. Dlaczego w Polsce jest ich tak mało?
- Ujednolicona produkcja w ramach takiej grupy oczywiście pomogłaby przy współpracy z sieciami handlowymi, które wymagają jednorodnego towaru. Jednak grupy producenckie rodzą się w Polsce w bólach i są tworzone głównie po to, aby zdobyć unijne wsparcie finansowe w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Ścisła współpraca, pełna transparentność i podporządkowanie się pewnym odgórnym wytycznym nie leży w polskiej mentalności. Na zachodzie Europy wygląda to całkiem inaczej. Tam w ramach grupy wszyscy dążą do jednego celu, są osoby odpowiedzialne za sortowanie i pakowanie towaru, jego transport, a na końcu sprzedaż. Rolnik czy sadownik ma tylko dostarczyć produkt. U nas rolnicy zajmują się tym wszystkim sami. Dlatego też udział sadownika w ostatecznej cenie produktu w sklepie jest u nas wyższy niż w krajach zachodnich. Tam wynosi on około 20 procent, w Polsce co najmniej 30 procent.
- Poza administrowaniem rynkiem hurtowym i prowadzeniem działalności handlowej wasza spółka zajmuje się także produkcją opakowań.
- Tak, produkcja i sprzedaż opakowań kartonowych i plastikowych dla produktów ogrodniczych stanowi znaczącą i bardzo rozwojową część naszego biznesu. Jesteśmy liderem w naszym regionie pod względem sprzedaży opakowań hurtowych przeznaczonych do owoców (sześcio-, siedmio- i 14-kilogramowych – przyp. red). Już obecnie sprzedajemy miliony sztuk gotowych opakowań, mamy linię do klejenia pudełek kartonowych z półfabrykatów i przymierzamy się do uruchomienia produkcji lekkich opakowań z PCV. Niemal 100 procent oferowanych przez nas opakowań trafia za granicę. Poza tymi trzema głównymi kierunkami działalności naszej spółki, prowadzimy także akcje promujące region sandomierski jako idealne miejsce do produkcji i handlu produktami ogrodniczymi. W tym celu uczestniczymy w wielu targach i imprezach zarówno w kraju, jak i za granicą. Przykładami są między innymi Fruit Logistica 2010 w Berlinie, Dożynki Wojewódzkie, Święto Kwitnącej Jabłoni, Święto Jabłkobrania, imprezy promocyjne w centrach handlowych w Warszawie i Krakowie.
- Jaką infrastrukturą i terenem dysponuje obecnie Sandomierski Ogrodniczy Rynek Hurtowy? Czy planowana jest jego rozbudowa bądź modernizacja?
- Zamierzamy powiększyć i unowocześnić plac hurtowy, między innymi dodać na nim nowe oświetlenie, poprawić stan nawierzchni, zmodernizować sanitariaty. Mamy jednak związane ręce, gdyż ziemia, na której znajduje się targowisko, należy do gminy, a poza tym inwestycje blokują konserwatorzy zabytków i przyrody (chodzi o bliskość starego miasta w Sandomierzu, a także Gór Pieprzowych – przyp. red). Planujemy również przygotowanie dwóch nowych hal. W jednej mieściłaby się chłodnia, zarówno pod wynajem, jak i dla celów własnych, w drugiej odbywałoby się sortowanie i pakowanie owoców i warzyw, a także produkcja opakowań. Z drugiej strony prawdopodobnie sprzedamy część należącej do nas ziemi. Nowi właściciele powinni rozwinąć przedsięwzięcia wspierające rozwój rynku, a jednocześnie niekonkurencyjne w stosunku do naszej działalności. Już obecnie na naszym terenie znajduje się urząd celny, więc całość mogłaby stanowić prawdziwe zagłębie handlu owocami i warzywami w naszym regionie.
- Z jakich środków finansowane są te inwestycje?
- Część pieniędzy pochodzi z bieżącej działalności spółki, pozostałe musimy pożyczać w bankach. Niestety, nie możemy liczyć na wsparcie z unijnych programów rozwoju przedsiębiorczości, gdyż w akcjonariacie mamy zbyt duży udział gminy. Nie mieścimy się także w definicji Małych i Średnich Przedsiębiorstw, a w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego dla województwa świętokrzyskiego na lata 2007-2013 nie zapisano żadnych środków na rozwój rynków rolnych. Mam nadzieję, że w kolejnej edycji RPO znajdą się już pieniądze na ten cel. Na razie skazani jesteśmy jednak tylko na kredyty i środki własne.
- Nowoczesna powierzchnia handlowa i nowe hale to jedno, a jak wygląda sytuacja z infrastrukturą drogową? Dobry i wygodny dojazd jest w tym biznesie bardzo ważny.
- Poprawy z pewnością wymagają drogi lokalne, zwłaszcza te położone w pobliżu naszego rynku. W ruchliwe dni często tworzą się na nich korki. Bardzo brakuje nam także autostrady idącej z zachodu na wschód. Taka już wkrótce ma powstać pod Rzeszowem. W planach jest również budowa drogi ekspresowej biegnącej z północy na południe. Jednak i tak relatywna bliskość granicy z Ukrainą i Słowacją powoduje, że nasi główni klienci mają do nas w miarę dobry dojazd. Potwierdza to również fakt, że dostawcy przyjeżdżają tu nie tylko z województwa świętokrzyskiego, ale także lubelskiego, mazowieckiego, łódzkiego i małopolskiego. Mamy także odbiorców w wielu zakątkach kraju, między innymi na Śląsku i w Małopolsce. To pokazuje, że z infrastrukturą transportową nie jest aż tak źle.
Rozmawiał Łukasz Izakowski
Nowe fixy KnorrNowe Fixy Knorr to Chrupery z kurczaka z dipem serowym lub Chrupery z kurczaka z dipem BBQ
>>
Energetyczna edukacja HariboRusza kolejna edycja ogólnopolskiego programu społeczno-edukacyjnego dla szkół i przedszkoli. Tym razem Akademia Misia Haribo otwiera się na ekologię i uczy dzieci, jak oszczędzać energię
>>
Komentarze
Dodaj nowy komentarz