
CENY SUGEROWANE Umieszczanie cen sugerowanych na opakowaniach produktów spożywczych budzi duże kontrowersje.
W założeniu pomysł ten ma ucywilizować polski handel i pokazać, ile tak naprawdę zarabiają poszczególni gracze na tym rynku - począwszy od rolników, przez producentów i pośredników, a na sprzedawcach detalicznych kończąc. Ci ostatni stanowczo mu się jednak sprzeciwiają.
Zdaniem przedstawicieli Krajowej Rady Izb Rolniczych, która lobbuje za obowiązkowym umieszczaniem cen sugerowanych na produktach spożywczych, takie rozwiązanie chociaż w pewnym stopniu pokazałoby konsumentowi, skąd bierze się ostateczna cena, którą musi zapłacić przy kasie. A okazuje się, że wszystkie marże na drodze od przetwórcy na sklepową półkę mogą wynieść nawet 80 proc. końcowej ceny produktu. Tak dzieje się m.in. w przypadku warzyw, owoców, nabiału czy mięsa. Jednak w opinii organizacji branżowych, odgórne regulowanie marż handlowych jest jawnym ingerowaniem w wolny rynek. Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, uważa ten pomysł za absurdalny. Jego zdaniem nie ma szans, żeby jeden produkt kosztował w całym kraju tyle samo. Koszty logistyki, transportu, wynagrodzenia pracowników, czy prowadzenia sklepu np. w Warszawie i w małej miejscowości we wschodniej części kraju są bowiem kompletnie inne. Tak samo znacznie różnią się od siebie ceny oferowane w hipermarkecie i w małym, prowincjonalnym sklepiku.
Swojego niezadowolenia nie kryje także część producentów. Nic dziwnego. Takie rozwiązanie uderzałoby w nich za każdym razem, gdy konieczna byłaby korekta cen. Chodzi o dodatkowe koszty związane m.in. z przygotowaniem nowych opakowań. Gdyby parlament wprowadził w życie nowe przepisy dotyczące cen sugerowanych, najwięcej straciliby chyba jednak właścicieli tradycyjnych sklepów. – To spory problem, zwłaszcza dla małych sklepów. Chcemy żyć, pracować i zarabiać, a takie przepisy mogą nam ograniczyć tę możliwość. Jeżeli będziemy sprzedawać produkty po cenach sugerowanych przez producentów, prawie nic na nich nie zarobimy. Jeżeli podniesiemy ceny, możemy narazić się na negatywne opinie i tym samym stracić klientów. Bo ludzie widzą cenę na opakowaniu i za tyle chcą go kupić. Dlatego nawet jeżeli na tym tracimy, nigdy nie sprzedajemy takiego towaru powyżej ceny widniejącej na opakowaniu, a czasami nawet oferujemy go taniej – tłumaczy nam Maria Drob, która wspólnie z mężem prowadzi nieduży sklep spożywczy w Urszulinie. - Kiedyś ceny sugerowane były tak skonstruowane, że można było sprzedawać towar taniej i wciąż nieźle na tym zarobić, nawet około 20 procent. Teraz zostaje nam maksymalnie 5 procent marży, a przecież koszty prowadzenia sklepu rosną i przybywa nam konkurencji ze strony sieciowych marketów. Dlatego straty musimy sobie rekompensować, podnosząc ceny innych produktów – nie kryje zaniepokojenia Maria Drob. Doszło do tego, że część detalistów niechętnie ma taki towar w asortymencie swojego sklepu. Często nie mają jednak wyboru. - To są zazwyczaj popularne i chodliwe produkty znanych producentów, więc musimy trzymać je na półkach. Chodzi głównie o nabiał, kawy, słodycze czy piwo – wyjaśnia Jerzy Drągowski, właściciel sklepu spożywczego w Kozienicach. - Najgorsza jest sytuacja, w której producentowi została partia towaru z nadrukowanymi starymi cenami, a na fakturze jest już nowa, wyższa cena. Wtedy nie ma już żadnego marginesu na naszą marżę i musimy podnieść cenę, nawet jeżeli grozi to narażeniem się na negatywne komentarze kupujących. Przecież za darmo nie będziemy niczego oddawać. Jak przesadzimy z ceną, to sami stracimy klientów, żaden przepis nic tu nie zmieni. Niech wszystko zweryfikuje wolny rynek – dodaje. Część niezależnych detalistów nie widzi w tym jednak żadnego problemu. To ci, którzy zaopatrują się w towar po atrakcyjnych cenach i mogą go potem sprzedawać poniżej ceny sugerowanej przez producentów. A w momencie, gdy takie ceny obligatoryjnie pojawiłyby się na opakowaniach, mogliby podnieść ceny i zarabiać jeszcze więcej niż poprzednio.
Warunkiem, żeby większość detalistów zaakceptowała ten pomysł, jest zapewnienie przez producentów odpowiednich marż zarówno dla hurtowników, jak i detalistów. Łańcuch dystrybucji składa się z kilku ogniw i każde z nich chce i ma prawo zarobić. Ważne, żeby marże poszczególnych graczy na tym rynku były odpowiednio wyważone, a ostateczna cena była do zaakceptowania dla kupujących. Na końcu przecież to właśnie oni zadecydują, czy kupią dany towar w proponowanej cenie w tym sklepie, czy wybiorą konkurencyjny produkt w innym miejscu.
Łukasz Izakowski
Nowe fixy KnorrNowe Fixy Knorr to Chrupery z kurczaka z dipem serowym lub Chrupery z kurczaka z dipem BBQ
>>
Energetyczna edukacja HariboRusza kolejna edycja ogólnopolskiego programu społeczno-edukacyjnego dla szkół i przedszkoli. Tym razem Akademia Misia Haribo otwiera się na ekologię i uczy dzieci, jak oszczędzać energię
>>
Komentarze
Dodaj nowy komentarz