Od producenta do detalisty – Pod opiekę konserwatora zabytków

OPINIA Wbrew wszelkim przeciwnościom marka E.Wedel trwa. I pewnie na świecie jest nadal bardziej znana niż płótna Mistrza Jana czy Kościół Mariacki. U kolejnych właścicieli woli do skutecznej renowacji jakoś nie stwierdzam. A przecież w naszym kraju mamy podobnych klejnotów bardzo mało.

Słowa kluczowe: Sytuacja w handlu

Przepisy chroniące różne nasze dobra narodowe należą podobno do najbardziej rygorystycznych na świecie. Ludzie, którzy mają szczęście (bądź nieszczęście) posiadania zabytków, przestają być normalnymi obywatelami wolnego świata. Zostają ubezwłasnowolnieni przez różne urzędy i instytucje mające za zadanie stać na straży nienaruszalności klejnotów narodowych. Przy czym słowo klejnoty ma tu zastosowanie dużo szersze i nie odnosi się jedynie do precjozów. Historie ludzi, którzy mają za sobą doświadczenia remontu obiektów objętych opieką konserwatora zabytków przypominają pełne dramatycznych zwrotów i niespodzianek opowieści z pogranicza horroru i sience fiction. Nie rozdzieram tu szat nad trudnym losem ludzi-posiadaczy zabytków. Wręcz przeciwnie! Jestem szczerym zwolennikiem rozwiązań, które uniemożliwią przebudowę starego dworku w nowobogackiego potworka, czy też domalowanie jelonków do zabytkowego pejzażu pędzla Mistrza. Przykro mi więc tym bardziej, że żadnymi zapisami ochronnymi nie jest objęta… marka handlowa. Świat biznesu już dawno docenił wartość marki i jest gotów płacić za nią kosmiczne czasem pieniądze. Świadomość tego faktu jakoś nie dociera do strażników naszego narodowego dobra. Asumpt do powyższych refleksji stanowią dramatyczne (bez grama przesady) losy jednej z najstarszych polskich marek. Skarb ten zawdzięczamy pewnemu przedsiębiorczemu Niemcowi, który w połowie XIX wieku postanowił osiedlić się w Warszawie i właśnie tu zrealizować swój życiowy projekt. Karol Wedel był cukiernikiem. Nic więc dziwnego, że zajął się produkcją słodyczy. I od początku nie były to wyroby byle jakie. Twórca czekoladowej potęgi i wielopokoleniowego rodu postawił na prestiż i jakość. Postawił i wygrał! Jego wyroby bardzo szybko zawojowały polskie domy, a o ich smaku i renomie niech świadczy fakt, że już w roku 1869 zanotowano pierwsze próby wprowadzania na rynek podróbek podszywających się pod uznaną już markę. Kolejni Wedlowie rozwijali firmę i budowali pozycję brandu i to już nie tylko na polskim rynku. W latach 30. XX wieku firmowe sklepy funkcjonowały w Londynie i Paryżu, a wyroby eksportowano do Ameryki i Japonii. Znakomity smak i pierwszorzędna jakość były orężem w walce o rynki zagraniczne. Na naszym, polskim podwórku były jeszcze argumenty dodatkowe. Wedlowie dbali, by ich wyroby prócz słodyczy w smaku budziły jeszcze słodkie skojarzenia. Ich dbałość o pracowników i otoczenie stała się niemal przysłowiowa. W biznesie, jak na wojnie, potrzebne jest jednak jeszcze szczęście. Tymczasem szczęście opuściło Wedla. Nie znam się na kabale ani numerologii, ale ewidentnie nad firmą zaciążyła klątwa związana z dziewiątką. W 1869 r. pierwsze podróby, w 1949 r. nacjonalizacja firmy, 1989 r. nabycie firmy przez PepsiCo, w 1999 - zmiana właściciela, w 2009 - decyzja o kolejnej wolcie. Czy faktycznie wszyscy kolejni właściciele to dopust Boży dla zasłużonego producenta? Niestety, moim zdaniem odpowiedź musi być twierdząca. Przy czym chcę tu podkreślić, że nie mam na myśli budynków, urządzeń czy systemów, lecz trzymam się uparcie spraw związanych z marką E.Wedel. Czarny okres socjalizmu (o paradoksie!) nie był dla brandu najczarniejszy. Po krótkim okresie totalnej negacji złaknieni dewiz socjalistyczni decydenci szybko się zorientowali, że pod marką 22.Lipca nie da się sprzedawać. Na opakowania powrócił (bezprawnie zresztą) zamaszysty podpis, a wyroby nim sygnowane stały się błyskawicznie hitem eksportu zewnętrznego i wewnętrznego (a był też taki). W nowych realiach gospodarczych firmę przejął światowy koncern PepsiCo. Dla rozwoju marki mieli wszystko prócz… chęci. Byli zainteresowani słonymi przekąskami, więc dla słodyczy nie uczynili nic. Nic w tamtych czasach, kiedy rynek rozwijał się w tempie rakietowym oznaczało klęskę. Wiele brandów tego nie wytrzymało. Wedel był jednak strasznie mocny. Miałem w tych czasach własny sklep i bitwa o półkę rozgrywała się na moich oczach. Archaiczne struktury, nierealne warunki handlowe, gigantyczne opakowania zbiorcze i absolutny brak wsparcia decydowały, że dzień po dniu Wedel oddawał pole konkurencji. Z pozycji Imperatora Absolutnego szybko spadł do „jednego z wielu”. Tylko determinacji lojalnego klienta zawdzięczać należy, że w ogóle z rynku nie zniknął. Podzielony i lekko ograbiony (delicje) trafił w ręce rodzinnej firmy z Wielkiej Brytanii. Cadbury miał fachowców, pieniądze i pomysły, ale… Sami sobie odpowiedzcie na pytanie: czy jest prawdopodobne, aby firma nosząca tradycyjną nazwę, pochodzącą od nazwiska twórcy i pierwszego właściciela z całym sercem i przekonaniem parła do wykreowania na rynku konkurencyjnego produktu ozdobionego na opakowaniu innym nazwiskiem, innego przedsiębiorcy, z innego kraju? Ja tam wątpię. Tym bardziej, że przekonujących dowodów brak. Teraz kroi się kolejna zmiana. Spekulacje na temat potencjalnych sukcesorów trwają i wygląda na to, że dobrego rozwiązania nie widać. Wbrew wszelkim przeciwnościom marka E.Wedel trwa. I pewnie na świecie jest nadal bardziej znana niż płótna Mistrza Jana czy Kościół Mariacki. Niestety, z każdą kolejną, nieszczęśliwą dziewiątką rany ma coraz głębsze. U kolejnych właścicieli woli do skutecznej renowacji jakoś nie stwierdzam. A przecież w naszym kraju mamy podobnych klejnotów bardzo mało. Więc może by tak pod opiekę… konserwatora? Roger

data dodania: 07.05.2010
do druku | wyślij znajomemu

Zobacz pozostałe artykuły


Nowe żółte Frugo Nowe żółte Frugo

W tym tygodniu w sklepach pojawi się żółte papajowe Frugo

>>
Nowe fixy Knorr Nowe fixy Knorr

Nowe Fixy Knorr to Chrupery z kurczaka z dipem serowym lub Chrupery z kurczaka z dipem BBQ

>>
Energetyczna edukacja Haribo Energetyczna edukacja Haribo

Rusza kolejna edycja ogólnopolskiego programu społeczno-edukacyjnego dla szkół i przedszkoli. Tym razem Akademia Misia Haribo otwiera się na ekologię i uczy dzieci, jak oszczędzać energię

>>

Komentarze

Dodaj nowy komentarz