Handlowanie na ekranie – Do sklepu jak do terapeuty

Handlowanie na ekranie – Do sklepu jak do terapeuty

RANCZO Lubimy z Brutterem te sklepowe sceny. Więcławska wykazuje ludzką empatię wobec klientów, ale też wyznaje zasadę ograniczonego zaufania. Może się przecież trafić oszust albo złodziej. Jej ciekawość jest autentyczna, serdeczność profesjonalna, ale czujność jej nie opuszcza – powiedział Jerzy Niemczuk, współscenarzysta serialu „Ranczo”.

Słowa kluczowe: Sytuacja w handlu

- Jak długo trwały przygotowania do napisania scenariusza pierwszej serii „Rancza”?

- Nad każdą serią pracujemy z Robertem Brutterem mniej więcej pół roku. Przy pierwszej serii włączyłem się do współpracy, kiedy już istniały trzy odcinki, w roboczej wersji, napisane przez Bruttera. Na początku nikt nam nie wróżył sukcesu. Sami zaś mieliśmy nadzieję na sukces umiarkowany. To co się z tym serialem stało, przerosło nasze oczekiwania.

- Czy przygotowując profile bohaterów wykorzystał Pan znane sobie osoby i z ich cech stworzył poszczególnych bohaterów „Rancza”?

- W naszej pracy korzystamy z każdej sposobności, wyłączając wymuszenia rozbójnicze oraz inne czyny karalne. Wiele postaci ma swoje pierwowzory, ale ich ostateczny kształt to zwykle synteza kilku osób oraz nasza, na ich temat, imaginacja.

– Jeśli więc mieszkańcy mają pierwowzory, czy wśród tych osób jest Krystyna Więcławska i Jola?

- W Hollywood panuje przekonanie, że jak postać w filmie sprawia wrażenie, że się ją spotkało w realnym życiu, to dobrze. To znaczy, że jest rola. Ale to wcale nie oznacza, że postać ma być spisana z rzeczywistości. Ja sądzę, że wiele osób spotkało takie sprzedawczynie jak Więcławska i Jola. I o to chodzi. Halinę Matysek – jeśli, powiedzmy, to ona byłaby pierwowzorem - mało kto zna i przenoszenie jej do kina z dobrodziejstwem inwentarza takiego sukcesu nie gwarantuje. Postać ma być syntezą doświadczeń różnych widzów, którzy odnajdują podobieństwa.

- Czy sklep w Wilkowyjach ma swój istniejący wzór?

- To jak z postaciami, sklep w Jeruzalu zagrał sam siebie. Scenograf niewiele musiał zmieniać, bo takie placówki wyglądają podobnie. Kiedy Brutter pojechał na dokumentację, zobaczył tam ławeczkę, którą sobie wymyśliliśmy, a na niej trzech bywalców sączyło piwo. Uznaliśmy to za dobry znak. Sprawdziło się.

- Pamięta Pan jakąś anegdotę „z życia wziętą", która posłużyła do stworzenia postaci Więcławskiej lub Joli?

- Pamiętam taką oto scenę: początkująca sprzedawczyni, cicha i stremowana, serwuje lody. Robi się kolejka, bo idzie jej niesporo, mówi za cicho i w rezultacie wszyscy zaczynają na nią wrzeszczeć. Była to scena dramatyczna i zarazem nieodparcie śmieszna.
Nieodżałowana Dusia Trafankowska (wybitna aktorka, grała m.in. siostrę przełożoną w serialu „Na dobre i na złe” – przyp. red.) opowiadała mi o swojej rozmowie ze sklepową, która chciała się dowiedzieć czegoś bliżej o specyfice teatralnego aktorstwa. Duśka jej powiedziała, że jak dobrze pójdzie, to gra się to samo nawet 100 razy, a sklepowa na to, że to nudne.
- A pani w sklepie to tak ciekawie ma? – odcięła się Daria.
- Pewnie, że tak, każdy co innego bierze.
Na swój sposób celne spostrzeżenie.

- A jaka jest Pana ulubiona scena: związana ze sklepem, Więcławską, Jolą lub klientami?

- Lubimy z Brutterem te sklepowe sceny. Więcławska wykazuje ludzką empatię wobec klientów, ale też wyznaje zasadę ograniczonego zaufania. Może się przecież trafić oszust albo złodziej. Jej ciekawość jest autentyczna, serdeczność profesjonalna, ale czujność jej nie opuszcza. Klienta trzeba obsłużyć, ale najpierw rozpoznać, żeby nie było kłopotów. W handlu jak w pokerze, ręce lepiej trzymać na żetonach. Sprzedawczyni czy kasjerka nie wypuszcza banknotu z dłoni, dopóki klient nie odejdzie od kasy. Znam to z autopsji, bo przez jakiś czas pracowałem jako kioskarz na rogu Brzeskiej i Ząbkowskiej.

- Sprzedawał Pan papierosy przy złej ulicy?

- W ramach represji po marcu’68 zostałem wyrokowcem i z takim hakiem nie mogłem w tych czasach liczyć na lepszą pracę. A kiosk prowadziła moja matka i ona mnie nie represjonowała. Siedząc w kiosku, czytałem za darmo wszystkie czasopisma i robiłem na zlecenie korektę dla jednego z wydawnictw. Dorabiałem więc, przy okazji czyniąc wiele obserwacji, które potem wykorzystałem w moim pisaniu. Potem, nie wtedy, gdy sprzedawałem w kiosku. Bo zaczynałem jako poeta. Proza życia zafascynowała mnie później.

- I przeżył tam wrażliwy twórca?

- Praca kioskarza wymagała szybkiej oceny możliwości klienta. Miałem więc pod ręką solidny kawał kija, którego używałem, kiedy jakaś ręka wyciągała się do kasy. Niektórzy dostawcy towaru, potrafili też towar wynosić w powrotnej drodze do samochodu. Niekiedy dzieci zostawiały pieniądze na proszek i uciekały, zanim zdążyłem podać. Oznaczało to, że zbliża się pijany ojciec, który prania w swoich planach życiowych nie brał pod uwagę. Kiedyś byłem świadkiem, jak znana mi prostytutka prosiła swojego opiekuna, żeby okazał jej cień uczucia i zrobił jakiś prezent. Licytacja w dół trwała dość długo. Skończyło się na pudełku zapałek. Ale też jej chyba go nie kupił. Był to jednak świat dość bezwzględny i w fazie rozkładu. Chociaż czasami bywało wesoło. Raz trafił się klient spocony i nieśmiały. Rozglądał się niespokojnie, szeptał coś niewyraźnie i na palcach pokazywał, że chodzi mu o jedną sztukę. Dałem mu dyskretnie prezerwatywę. A okazało się, że chciał bilet tramwajowy. Cały róg Brzeskiej i Ząbkowskiej się z tego śmiał. Bo ludzie nawet na dnie potrzebują radości. Pewnie dlatego zostałem komediopisarzem.

- W jednym z odcinków Jola dokonuje rewolucji w układzie półek i towarów w sklepie. Zaskoczonej Więcławskiej tłumaczy, dlaczego to zrobiła. To kapitalna scena! Wiedza Joli ociera się w niej o merchandising. Skąd Pan czerpał informacje na temat ułożenia towarów w sklepach? Skąd u Joli taka wiedza?

- Joli nie podejrzewam, żeby merchandising studiowała potajemnie. Powiedzmy, że instynkt handlowca jej ten pomysł podpowiedział i opowiedziała o nim prostymi słowami. Co do nas, scenarzystów, to w ramach researchu ciągle na jakieś douczki jesteśmy skazani.

- Dlaczego zdecydowaliście się Panowie na to, że sklep będzie pełnił rolę miejscowego ośrodka życia towarzyskiego?

- A gdzie indziej rozwija się życie towarzyskie w małych miejscowościach? Sprzedawca jest tam w roli spowiednika, psychoterapeuty, skrzynki kontaktowej, sponsora; nierzadko daje na zeszyt albo wspomaga uboższych klientów. Stoi się tam, żeby pogadać, dowiedzieć się i opowiedzieć coś nowego o sobie. Czasami pożartować nawet. W supermarketach nie ma tej atmosfery. Byłem niedawno świadkiem, jak sobie kasjerka zażartowała, pytając ponurego dziada, który przyszedł z żoną po piwo i chipsy, czy jest pełnoletni. Mało jej z żoną nie pobili.

- W prasie pełno jest spekulacji na temat nowej serii. Uchyli Pan rąbka tajemnicy i zdradzi, czy powstanie sieć sklepów U Krysi? Jak, na tym trudnym rynku, będzie radziła sobie Więcławska z koleżankami?

- Pani wybaczy, ale… Jak mamy rąbka uchylić i skąd mamy wiedzieć, co napisaliśmy, jeśli jeszcze tego nie napisaliśmy?

Agnieszka Janas


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RÓG BRZESKIEJ I ZĄBKOWSKIEJ

Cieszące się obecnie złą sławą w Warszawie te ulice na Pradze Północ pod koniec XIX wieku były zamieszkałe przez inżynierów i pracowników kolei Warszawsko-Petersburskiej. Po II wojnie świadomie władze miasta zasiedlały je ludźmi z marginesu społecznego eksmitowanymi z innych dzielnic stolicy. Tak powstało getto biedy i wykluczenia społecznego. Jednak ostatnio wybuchała moda na tę część miasta. W 2005 r. była jednym z bohaterów serialu „Wiedźmy” z Katarzyną Figurą, Magdaleną Różczką i Marią Seweryn w rolach głównych (serial rozgrywał się na Ząbkowskiej). Po sąsiedzku rogu Ząbkowskiej i Brzeskiej kręcony był także obsypany nagrodami film „Rezerwat”.


 

ZZA SKLEPOWEJ LADY

Jadwiga Duszkiewicz, prezes Lewiatan Orbita z Olsztyna: - Jestem właścicielką sklepu w liczącym 10 000 mieszkańców Biskupcu na Mazurach. Jako prezes Lewiatan Orbita znam wiele właścicielek sklepów. Każda z nich przypomina Krysię Więcławską z Wilkowyj. Tak samo wszystko wiedzą o swoich klientach, wspomagają tych najbiedniejszych, sprzedając na zeszyt, mają takie same kłopoty i radości w życiu osobistym, jak bohaterka „Rancza”. Sklepy w małych miejscowościach i na wsi to ośrodek życia towarzyskiego. Przed większością z nich stoją ławeczki, na których siedzą, piją i rozmawiają mężczyźni. Bardzo lubię postać Joli, która jest z życia wzięta. Takie młode sprzedawczynie z absztyfikantami są zatrudnione w wielu sklepach. Niespodziewana ciąża Joli, ważna kartka, która gdzieś się zapodziała, bo na przykład wpadła do beczki z ogórkami kiszonymi, czy odejście sprzedawczyni z dnia na dzień z pracy, to także codzienność spotykana w sklepie. Wiele z pracodawczyń przyjmowało ową Jolę z powrotem do pracy, choć zarzekały się, że tego nie zrobią. Bo przecież dziewczyna już się czegoś nauczyła, a poza tym trzeba pomóc młodej rodzinie.
Mam sklepy naprzeciwko szkoły oraz niedaleko cmentarza. Od kilkunastu lat obserwuję kolejne pokolenia przychodzące do szkoły i ludzi odchodzących na zawsze. Rozmawiam z dziećmi i młodzieżą, gdy odniosą sukces lub spotka ich jakieś niepowodzenie w nauce. Moimi klientami i rozmówcami są także starzy ludzie, którzy potrzebują do kogoś usta otworzyć, a po pogrzebie współmałżonka zostali sami. Bo młodzi, podobnie jak w Wilkowyjach, wyjechali do miasta lub za granicę w poszukiwaniu pracy. Słucham wielu opowieści. Dlatego myślę, że to właśnie ekspedientki ze sklepów w małych miejscowościach czy ze wsi mogłyby napisać najpiękniejsze współczesne powieści obyczajowe.

data dodania: 26.05.2010
do druku | wyślij znajomemu

Zobacz pozostałe artykuły


Nowe żółte Frugo Nowe żółte Frugo

W tym tygodniu w sklepach pojawi się żółte papajowe Frugo

>>
Nowe fixy Knorr Nowe fixy Knorr

Nowe Fixy Knorr to Chrupery z kurczaka z dipem serowym lub Chrupery z kurczaka z dipem BBQ

>>
Energetyczna edukacja Haribo Energetyczna edukacja Haribo

Rusza kolejna edycja ogólnopolskiego programu społeczno-edukacyjnego dla szkół i przedszkoli. Tym razem Akademia Misia Haribo otwiera się na ekologię i uczy dzieci, jak oszczędzać energię

>>

Komentarze

Dodaj nowy komentarz