Handel w praktyce - Na 64 metrach

Handel w praktyce - Na 64 metrach

U MARKA Małe, tradycyjne placówki handlowe utrzymają się na polskim rynku. Ich atutem jest podejście do klienta i świeży towar – uważa Marek Berent, detalista z 20-letnim doświadczeniem w handlu artykułami spożywczymi.

Słowa kluczowe: Sytuacja w handlu

 

Nie najgorszą pozycję tradycyjnych „spożywczaków” potwierdza ośmioletnia już historia sklepu U Marka, działającego na poznańskim osiedlu Lotnictwa Polskiego, które nie należy do „największych sypialni miasta”. Właścicielami placówki o powierzchni 84 m2, z czego 64 m2 zajmuje sala sprzedaży, są państwo Janina i Marek Berent. Ich doświadczenie w handlu sięga 1990 r., kiedy wraz z kolegą prowadzili na Dębcu sklep spożywczy, specjalizujący się w warzywach i owocach. Niestety, po zmianach jakie zaszły na szlakach komunikacyjnych tej dzielnicy, dojście do pawilonu zostało utrudnione i klienci zaczęli robić zakupy w innym miejscu – bardziej „po drodze”. W momencie, kiedy obroty spadły poniżej poziomu opłacalności, państwo Berent zadecydowali o zmianie lokalizacji i uruchomieniu, już samodzielnie, nowej placówki w zachodniej części Poznania.

Kartka z zapiskami

- Zakładając sklep nie znaliśmy lokalnej klienteli. Dlatego na początek wprowadziliśmy do oferty artykuły, o których wiedzieliśmy z wcześniejszych doświadczeń, że będą się dobrze sprzedawały, np. dania gotowe Pudliszki, makarony Lubella, majonez Winiary. Stopniowo badaliśmy preferencje klientów i zapisywaliśmy nazwy towarów, o jakie pytają na kartce. Na pełne zatowarowanie sklepu daliśmy sobie trzy miesiące – wspomina jego właściciel.

Dzisiaj w asortymencie sklepu znajduje się około 5500 pozycji, z czego 40 proc. stanowią warzywa i owoce, 35 proc. artykuły spożywcze, 10 proc. chemia gospodarcza, kosmetyki i karma dla zwierząt, 5 proc. napoje, również 5 proc. alkohole oraz 5 proc. inne artykuły, m.in. gazety, papierosy, doładowania do telefonów. Oferta jest budowana w oparciu o sprawdzone marki. Nadal jest też stosowana zasada prowadzenia kartki z zapiskami, na której pracownicy notują nazwy towarów poszukiwanych przez mieszkańców osiedla. - Jeżeli stały klient pyta o towar, którego nie mamy na sklepie, staramy się uzupełnić asortyment. Nie prowadzimy sprzedaży artykułów o bardzo krótkim terminie przydatności do spożycia, ale stali klienci wiedzą, że mogą je zamówić i odebrać następnego dnia rano. Natomiast podejmując decyzję o rozbudowaniu oferty nie ulegamy reklamie, ponieważ nie jest to dobre działanie w małych sklepach. Owszem, konsumenci skuszeni telewizyjnymi spotami kupują nowości, ale często tylko raz, a detalista potem zostaje z zapasami – mówi Marek Berent. Grono klientów sklepu „U Marka” reprezentują w 95 proc. mieszkańcy osiedla Lotnictwa Polskiego oraz okolicznych osiedli domków jednorodzinnych. Pozostałe osoby, robiące tutaj zakupy to najczęściej kierowcy, którzy podczas korków na ulicy Dąbrowskiego skracają sobie drogę, przejeżdżając przez osiedle. - Utrzymujemy bardzo bliski kontakt z naszymi klientami. I pożartujemy, i porozmawiamy, można powiedzieć, że jesteśmy takim dobrym sąsiadem. Oprócz tego, że stawiamy na miłą obsługę, staramy się też przyciągnąć do sklepu bardzo szeroką gamą warzyw i owoców – na przykład mamy około 12 gatunków jabłek. Przywiązujemy też dużą wagę do jakości i świeżości oferty – tłumaczy właściciel sklepu.

Pobudka 3.30

Zaopatrzenie sklepu w niezbędne towary wiąże się z codziennymi wyprawami Marka Berenta na Wielkopolską Giełdę Rolno-Ogrodniczą na Franowie, gdzie codziennie bladym świtem robi zakupy. To właśnie z Franowa trafia do asortymentu 90 proc. produktów. Pozostałe artykuły pochodzą przede wszystkim z hurtowni Selgros, a tylko nietypowe zamówienia są realizowane w Eurocash. Dostawcami sklepu U Marka są też spółka Janus – dystrybutor alkoholi, Ice-Mastry – hurtownia lodów i mrożonek, Piekarnia-Cukiernia Jacek Błaszkowiak, Zakład Piekarniczo-Ciastkarski Elba oraz firma Siwex zajmująca się kolportażem prasy. – Po 14 latach codziennych wizyt na giełdzie wiem, co kto ma, znają mnie i nikt nie zaproponuje mi towaru słabej jakości. A i regularnie kupując u stałych dostawców można powalczyć o cenę. Jednak dbając o jakość, nie kupujemy cenowych „okazji”, które trzeba szybko sprzedać, jak np. pięciodniowej rzodkiewki. Preferuję samodzielne zakupy, ponieważ towar musi mi się podobać. Zawsze stawiam sobie pytanie, czy sam wybrałbym te jabłka, czy inne – wyjaśnia przyczyny wstawania o godzinie 3.30 Marek Berent.

Zyski…

Średnie obroty sklepu wynoszą miesięcznie około 40 000 złotych, w zależności od pogody i promocji w najbliższych placówkach wielkopowierzchniowych. – Gdy jest zimno, nikt nie wychodzi na spacery, a dzieciaki siedzą w domach i nie wpadają po lizaka czy lody. Duży wpływ na obroty mają też świąteczne akcje promocyjne w okolicznych hipermarketach Auchan i Real, które często oferują produkty w cenach, jakie są dla nas niedostępne nawet w hurcie – żali się Marek Berent. Połowę obrotów placówki „U Marka” generują warzywa i owoce. Średnio sklep odwiedza 120-130 klientów dziennie, którzy robią zakupy za około 18-25 zł. Marża, jaką sklep dolicza do asortymentu waha się od 8 do 25 proc. w zależności od kategorii. Najniższa jest m.in. na papierosach, pieczywie, winach, piwach. – Można utrzymać się z prowadzenia sklepu spożywczego, ale tylko wtedy, kiedy nie trzeba już odkładać na mieszkanie, płacić kredytów, czy być na tzw. dorobku. No i najważniejsze: trzeba lubić tę pracę. Zwłaszcza, że średnio miesięcznie poświęcam jej 397 godzin – śmieje się zapracowany właściciel. Sklep jest czynny od poniedziałku do piątku w godzinach od 6.00 do 20.00, w soboty od 6.00 do 17.00, a w niedzielę od 9.00 do 17.00. W święta, mimo iż właściciele sami mogą stanąć za ladą, sklep jest zamknięty. Jest to czas przeznaczony dla rodziny. 

…i koszty

Budynek sklepu jest własnością państwa Berentów, natomiast grunt, na którym stoi, należy do miasta. Zarządza nim Wojskowa Agencja Mieszkaniowa. Dlatego właściciele co miesiąc płacą WAM-owi dzierżawę w wysokości 1000 zł i raz do roku wpłacają opłatę na konto miasta. – Obecnie największym problemem sklepów są dzierżawy. Skończyły się czasy, kiedy można było dzierżawić grunty za małe pieniądze. W tej chwili stawki często przekraczają możliwości danego punktu – wskazuje na najpoważniejsze bariery w prowadzeniu placówki handlowej Marek Berent. Do pozostałych kosztów zaliczają się świadczenia dla ZUS-u, wynagrodzenie pracownika, które wynosi 2080 złotych brutto oraz opłaty za media. Nie bez wpływu na rentowność sklepu są ubytki towarowe, czy opłaty za benzynę i kartę wstępu na giełdę. Koszty prowadzenia sklepu „U Marka” przekraczają 5000 zł miesięcznie.

Przygoda z siecią

W historii sklepu można znaleźć również krótki, bo zaledwie dwutygodniowy epizod handlowania pod szyldem sieci handlowej. I jak zapewniają właściciele, ta przygoda już się nie powtórzy. – Uważam, że lepiej być samodzielnym. Wiemy, na czym stoimy, ile mamy gotówki, na co nas stać i ile możemy zamówić towaru. To, co mamy na sklepie, jest w 100 proc. nasze. Kupując samodzielnie mogę też wziąć trzy sztuki, a nie od razu całą zgrzewkę, której nie sprzedam w terminie – mówi o zaletach samodzielności Marek Berent.

Paula Wendland

 

data dodania: 06.05.2010
do druku | wyślij znajomemu

Zobacz pozostałe artykuły


Nowe żółte Frugo Nowe żółte Frugo

W tym tygodniu w sklepach pojawi się żółte papajowe Frugo

>>
Nowe fixy Knorr Nowe fixy Knorr

Nowe Fixy Knorr to Chrupery z kurczaka z dipem serowym lub Chrupery z kurczaka z dipem BBQ

>>
Energetyczna edukacja Haribo Energetyczna edukacja Haribo

Rusza kolejna edycja ogólnopolskiego programu społeczno-edukacyjnego dla szkół i przedszkoli. Tym razem Akademia Misia Haribo otwiera się na ekologię i uczy dzieci, jak oszczędzać energię

>>

Komentarze

Dodaj nowy komentarz